05.10.2020

Smutny, koniogłowy bóg

Potentat biznesowy, właściciel wielkiej firmy, w swojej willi (a w zasadzie pałacu) gości przyjaciela, w którym jest zakochany. Ów przyjaciel mieszka tam ze swoją dziewczyną i chętnie korzysta z hojności Koniogłowa (mężczyzny o głowie konia, który zwykle przyjmuje gości w eleganckich, białych koszulach).

***

– Hej, dasz mi klucze do twojej prywatnej łaźni? Chciałbym czasem korzystać. – Bardziej żąda, niż prosi, przyjaciel, a Koniogłowy kiwa głową, podaje mu klucze.
– No ale chyba dwa zestawy, nie sądzisz, że ostaną się przed moją dziewczyną? – Drwi przyjaciel, Koniogłowy ze smutkiem kiwa głową.

***

Koniogłowy wraca z polowania w dziczy, w swojej prawdziwej formie: wysokiego na trzy piętra ogiera ze szkrzydłami, czterema parami oczu i dziewięcioma penisami. Zajmuje niemal cały hangar, który wybudował przy willi. Widać, jak jeden z jego strażników oblepia go wzrokiem, zachwycony.

Jako przyjaciółka Koniogłowego, czasem go odwiedzam - i tak było tym razem. Widzę tego strażnika. Gdy Koniogłowy wraca do ludzkiej postaci (tym razem nawet głowę ma człowieczą), w jego gabinecie mówię mu o strażniku:
– Patrzył na ciebie jak patrzy się na piękną aktorkę w kapeluszu z szerokim rondem i o czerwonych ustach.

Koniogłowy ma w sobie ogromy smutek, bo jest świadom nieodwzajemnionej miłości. Tym razem jednak widzę, że coś w nim drgnęło. Chyba zastanawia się, czy sobie nie osłosdzić bólu istnienia.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza